ZAPROSZENIE
na powakacyjne spotkanie
WETERANÓW
Zapraszamy do Domu Zakonnego o. Jezuitów,
wejście od strony ul. M.C.Skłodowskiej 2
tel. kontaktowy: 698 654 498
mail: weterani.dane@gmail.com
Dla tych, którzy dźwigają na swoich barkach bagaż trudnych przeżyć, dla tych, których emocjonalne blizny opowiadają historię walki i przetrwania, stworzyliśmy przestrzeń zrozumienia i wsparcia – grupę WETERANI.
Kto i dlaczego jest „WETERANEM” ?
Życie często naznaczone jest doświadczeniami, które pozostawiają po sobie trwały ślad.
Dla tych, którzy dźwigają na swoich barkach bagaż trudnych przeżyć, dla tych, których emocjonalne blizny opowiadają historię walki i przetrwania, stworzyliśmy przestrzeń zrozumienia i wsparcia – grupę WETERANI.
Weteran – ktoś, kto przeszedł przez wiele trudnych doświadczeń życiowych i wyszedł z nich, z bagażem emocji,
czasem z »widocznymi bliznami« .
A CZAS PŁYNĄŁ
Pamiętam doskonale taki mój okres w życiu, gdy znalazłem się w wyjątkowo trudnym położeniu: sytuacja rodzinna – sprawa rozwodowa, sytuacji zawodowej – utrata dobrze płatnej pracy, przy bardzo wysokim bezrobociu, co przy moim zaawansowanym wieku 50+ dawało mi nikłe szanse na pracę.
Do tego sankcje komornicze, utrata mieszkania … trudno do tego dziś wracać.
Miałem absolutną świadomość, że jestem w bardzo trudnej sytuacji a perspektyw rozwiązania tych problemów są żadne. Choć posiadałem niemal bezgraniczną wiarę we własne siły, ogarniało mnie jednocześnie dojmujące poczucie utraty kontroli nad otaczającą rzeczywistością. Świadomość mojej zaradności nie wystarczała, by stłumić narastające bolesne przekonanie o stopniowym wymykaniu się z rąk fundamentalnych elementów mojego zycia.
Chaos zdawał się przenikać każdą strukturę życia, podważając dotychczasowe poczucie stabilności i wprowadzając element braku minimalnego choćby oparcia w czymkolwiek; było to bardzo trudne na co dzień
Ciągle jednak tkwiłem w swojej bańce, uparty jak osioł, w poczuciu, że jednak dam sobie radę, oś wymyślę, musi się coś stać; miałem świadomość nieuchronności upływającego czasu, wobec braku jakichkolwiek rozwiązań.
I tak tkwiłem rozdarty między przekonaniem, że dam radę coś wymyślić a poczuciem narastającej przede mną ściany bezsilności. Ściany, wydawać by się mogło, nie do przebicia.
Rozdarcie wyjątkowo bolesne, trudne w codziennym życiu.
Aż pewnego dnia usłyszałem o Programie 12 Kroków.
Mając wykrzywioną świadomość swoich możliwości nie widziałem sensu wikłania się w jakieś dziwne grupy wsparcia.
A czas upływał i robiło się coraz gorzej: moje poczucie własnych możliwości topniało z każdy dniem, z każdą wręcz godziną a problemy narastały lawinowo. Rosła sterta nieopłaconych rachunków, atakował komornik, kolejne wizyty w sprawie pracy kończyły się zwrotem: „odezwiemy się”.
Pomimo tego nie czułem jednak potrzeby jakiegokolwiek zewnętrznego wsparcia, wmawiając sobie ciągle, że nie potrzebuję wydumanych rad anonimowych ludzi, wiedzących lepiej ode mnie jak sobie radzić w życiu.
A czas upływał w swej nieuchronności … aż poczułem ścianę !
Nie, nie …… nie pobiegłem od razu, aby zapisać się do programu 12 kroków. Nadal byłem przekonany, że jednak musi być ! jakieś inne, trzecie wyjście.
A czas płynął…
I wpadłem na genialny, w moim mniemaniu, choć makiaweliczny* pomysł:
—
* makiaweliczny to słowo o negatywnym zabarwieniu, odnoszące się do osoby, która nie liczy się z moralnością i jest gotowa na wszystko, aby osiągnąć swój cel;
—
a celem było udowodnienie samemu sobie, że to ja i tylko mam rację, że sam sobie poradzę z problemami;
skoro dojrzała we mnie świadomość ściany, totalnej bezsilności, to oczywiście nie znaczy,
że muszę zaraz szukać pomocy w jakiejś anonimowej dla mnie grupie, jeszcze bardziej anonimowych ludzi.
Okłamywałem sam siebie, że sama rozmowa na temat Programu to samo w sobie jeszcze nic nie znaczy, ale jednak zrobiłem jakiś krok, aby wyjść z matni.
W głowie ciągle miałem spory dystans do takich spotkań, bo jak może mi pomóc obca osoba, skoro ja sam tego nie potrafię. Bez sensu.
Koniec końców postanowiłem porozmawiać na temat Programu 12 Kroków.
W rozmowie z jednym z jezuitów prowadzących ten Program opowiedziałem pokrótce o mojej sytuacji życiowej i na koniec zapytałem, nieco arogancko, co taki program mi da ?
Teraz, po latach, przyznaję, że pytanie było też prowokacyjne; spodziewałem się, że usłyszę potok słów, jak na rozmowie kwalifikacyjnej, że zostanę zalany cudownymi wręcz walorami tego Programu, który jest „wręcz stworzony dla mnie”.
Zamiast tego usłyszałem krótkie lecz twarde: sam sobie na to odpowiedz; jeśli znajdziesz w sobie odpowiedź i zechcesz brać udział w Programie, to wróć;
Zamurowało mnie ….. o co chodzi ? nikt mnie nie ciągnie za rękę, nie motywuje na siłę w stylu wygadanych coachów;
Wyszedłem z tej rozmowy jeszcze bardziej rozbity, zdezorientowany i dalej bezradny;
Dalej sam sobie nie potrafiłem pomóc, a szansa na pomoc ze strony jakiejś iluzorycznej, nieokreślonej, nieznanej mi grupy ludzi czysto iluzoryczna;
A czas płynął …
I w pewnym momencie decyzja: albo – albo.
Nigdy się nie dowiem, pomyślałem, co mi da udział w jakimś dziwnym Programie 12 Kroków, jeśli nie spróbuje, a jak coś mi się nie spodoba, to po prostu odejdę. Kliniczny makiawelizm.
Ponownie spotkałem się z moim rozmówcą – jezuitą i oznajmiłem swoją decyzję.
I wtedy usłyszałem: „Następny cykl programu rusza za kilka tygodni i wtedy proszę się zgłosić.”
Znów zagrała moja rozbujała ambicja: o nie! albo teraz wchodzę do programu albo rezygnuję;
I, o dziwo, uzyskałem zgodę.
W taki sposób znalazłem się w Programie 12 Kroków.
A czas ciągle jednak płynął.
Rozpocząłem i ukończyłem pomyślnie program.
Przyznaję, nie było łatwo: na pewne rzeczy mam jednak za sztywny kark i mało elastyczne kolana.
Często bolało, ale najważniejsze w tym było to, że uzbrojono mnie, dosłownie, podkreślam „uzbrojono” mnie w to coś: sposób myślenia, zachowania w trudnych chwilach, bez agresji, manipulacji; uzbrojono w narzędzia jak sobie radzić w takich sytuacjach;
A przede wszystkim uzyskałem możliwość zwrócenia się do kogoś po wsparcie, gdy przecież wcześniej byłem konsekwentnie bardzo krytyczny wobec takich rozwiązań;
Rzuciłem się jednak w ten Program, niczym do basenu, nie mając pojęcia czy i na ile jest wypełniony wodą.
Skoro stałem pod ścianą i czułem to wyraźnie poszedłem na całość.
Zaryzykowałem i …. nie przegrałem.
Moje sprawy na tyle się poukładały, że poczułem się dużo pewniej: przede wszystkim znalazłem pracę
a reszta problemów zaczęła się prostować, co nie oznaczało, że jednak zniknęły.
Ale otrzymałem tzw. pole position (pierwsze pole startowe) – termin sportowy oznaczający pierwszą (najdogodniejszą) pozycję startową w szeregu wszystkich startujących w wyścigu.
Tak, problemy dalej się pojawiały, problemy w firmie, w której pracowałem, problemy wśród bliskich, w rodzinie … ale potrafiłem podejść do nich z innej, nowej pozycji, z nową wiedzą, nowymi doświadczeniami ale przede wszystkim z kołem ratunkowym, w postaci grupy WETERANÓW.
Oczywiście nie każdy problem zostawał rozwiązany ku mojemu zadowoleniu, ale miałem do tego spokojny dystans, starałem się unikać agresywnych reakcji, co było moją główną wadą.
Umiejętność refleksji – potrafiłem, a przynajmniej starałem się dostrzec w takich sytuacjach jakiś znak, naukę dla siebie. Klasyk mówi: nie ma przypadków, są znaki.
Zrozumiałem, dotarło do mnie, że Program 12 Kroków to przede wszystkim pogodzenie się z rzeczami na które nie mamy wpływu.Dlaczego napisałem wcześniej, że „nie przegrałem” ?
Może zdecyduję się o tym opowiedzieć.
Pozdrawiam wszystkich
Tu czas płynie inaczej… wspomnienia wznoszą się niczym modlitwy,
a sacrum przenika każdą szczelinę!
SZEPTY HISTORII
na knajfeldzie
Powiedzieć, że Knajfeld to wyjątkowe miejsce, to nic nie powiedzieć.
Korzystając z uprzejmości gospodarzy odwiedzam jedno z mieszkań na Knajfeldzie.
Zamierzam pokazać to miejsce jako element Knajfeldu, pokazać jego niepowtarzalny charakter, rezonujący z charakterem a przede wszystkim klimatem Knajfeldu.
To mieszkanie, w którym mam przyjemność gościć, tutaj ukłon w stronę gospodarzy, to nie są jedynie ściany czy sprzęty, lecz także, a raczej przede wszystkim jego przestrzeń emanująca duchem, odzwierciedlająca troskę i dbałość o każdy, najdrobniejszy detal.
Klimat tego miejsca i jego charakter dostarcza nie tylko wielu estetycznych wrażeń. Z każdego niemal miejsca można wyczytać historię konkretnych ludzi, rodzin, miejsc.
Tutaj ściany szepczą historie – tak, historie w liczbie mnogiej.
To miejsce to swoiste sacrum, stworzone przez wspomnienia żyjące w przestrzeni tego mieszkania.
To stwierdzenie podkreśla wyjątkowość przestrzeni, wykraczającą poza zwykłe cztery ściany.
Sacrum w tym przypadku, to przestrzeń nasycona emocjami, historią, obecnością tych, którzy ją tworzyli.
Już przekraczając próg mieszkania, czuje się dreszczyk emocji, bo to miejsce emanuje wyjątkową aurą.
To nie tylko cztery ściany, to skarbnica utrwalonych chwil, wspomnień dosłownie zaklętych w każdym miejscu.
Ta przestrzeń pulsuje historią, jest nasycona emocjami i stanowi żywy pomnik przeszłości. Widzimy tutaj historię i kulturę opisaną z indywidualnej, bardzo osobistej perspektywy.
To, co oglądamy tworzy różnorodny i bogaty obraz, który pomaga zrozumieć miejsce, w którym jesteśmy.
Ten obraz jest swoistym oknem do intymnego świata wspomnień zaklętych w przestrzeni tego mieszkania.
Refleksje nieoczywiste
Ojciec Andrzej Migacz jezuita, rekolekcjonista.
Obecnie: Przełożony Wspólnoty Jezuitów w Kłodzku. Proboszcz Parafii pw. Wniebowzięcia NMP w Kłodzku
Naszym zamiarem, jak napisaliśmy misją, jest propagowanie wartości takich jak dobro, piękno i prawda.
Można by się zastanowić, jaki związek mają te ideały z naszym miejscem. A jednak, ma to ogromne znaczenie, ponieważ i piękno, i dobro, i prawda to wartości o uniwersalnym znaczeniu, bez względu na położenie geograficzne.
Patrząc na wielkie dzieła sztuki sakralnej, trudno nie zauważyć, jak mocno piękno i religijność były ze sobą splecione przez wieki. Katedry wznoszące się ku niebu, malowidła pełne symboliki i emocji, ikony rozświetlone ciepłym blaskiem lampionów, kadzidło upajające wyszukanymi zapachami, muzyka poruszająca duszę – wszystko to miało jeden cel: poprzez wzbudzenie duchowych refleksji, pomóc człowiekowi zbliżyć się do Boga.
Ale czy dziś, w świecie pełnym ekranów i szybkiej informacji, sztuka nadal może prowadzić do głębszej pobożności i bliższej relacji z Bogiem?
Dzisiaj większość z nas potrafi czytać, ale czy faktycznie rozumiemy przez to wiarę lepiej niż ludzie żyjący setki lat temu? Może właśnie dlatego sztuka nadal potrafi być kluczem do głębszego przeżywania duchowości – nie przez słowa, ale przez obrazy, muzykę, przestrzeń, która skłaniają do refleksji.
Zadajmy sobie pytanie:
– czy potrafimy jeszcze odczytywać te znaki?
– Czy zatrzymujemy się przed obrazem, by coś w nim zobaczyć?
– Czy kontemplując ikony, widzimy świat niebiański?
– Czy pozwalamy muzyce, aby nas poruszała?
Jeśli nie, sztuka sakralna stanie się dla nas tylko ładną dekoracją – czymś, na co rzucamy okiem i idziemy dalej.
Warto dać pięknu szansę, by naprawdę przemówiło do naszego wnętrza.
Duchowe doświadczenie artystów pozwala osobom kontemplującym dzieła sztuki wejść w głębię duchowych wartości i biblijnych wydarzeń, niemal je przeżywając.
Dawniej sztuka sakralna była „ewangelią dla ubogich” – dla tych, którzy nie umieli czytać ani pisać, ale mogli zrozumieć historię poprzez obrazy, rzeźby czy witraże.
Sztuka od zawsze była czymś więcej niż tylko estetyką. To sposób, w jaki człowiek wyraża to, co w nim niewidzialne – emocje, tęsknoty, duchowe pragnienia, wiarę.
Wystarczy spojrzeć na „Pietę” Michała Anioła czy „Ostatnią Wieczerzę” Leonarda da Vinci, żeby poczuć, że to coś więcej niż tylko piękne dzieła sztuki.
Dzieła Andrieja Rublowa tchną duchowym pokojem i powagą – to owoc jego religijnych przeżyć. Był przecież mnichem i złożył śluby zakonne – celibatu oraz pełnego poświęcenia się Bogu. Przygotowanie własnej duszy zajęło mu cały rok, zanim rozpoczął malowanie dzieł religijnych.
Ojciec Adam Wiktor z Bytomia, jezuita, to postać, która na zawsze wpisała się w dzieje nie tylko społeczności lokalnej, ale również szerszego kręgu osób związanych z Zakonem Jezuitów.
Jego życie i działalność były niewątpliwie ukierunkowane na służbę drugiemu człowiekowi oraz propagowanie wartości duchowych i intelektualnych, które tak głęboko zakorzenione są w tradycji jezuickiej.
Pamięć o ojcu Adamie Wiktorze żyje nadal w sercach wielu ludzi, którzy mieli przyjemność go poznać. Jego oddanie, skromność oraz pasja do nauki pozostaną inspiracją dla przyszłych pokoleń.
Jego życie, wypełnione poświęceniem dla innych, stanowi dowód na to, że prawdziwa miłość do bliźniego może przybrać wiele form, a każdy z nas ma moc wpływania na losy innych ludzi poprzez swoje działania.
WSPOMNIENIE
Ojciec Adam wiktor
ur. 3 VI 1947 r. w Kolbuszowej Górnej k. Kolbuszowej,
zm. 14 II 1999 r. w Bytomiu.
Sierpień 1989 – 1992
opiekun KIK i katecheta przy parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Bytomiu;
od V 1992
przełożony wspólnoty zakonnej i proboszcz tej parafii, reaktywował Apostolstwo Modlitwy, powołał radę parafialną i odprawiał Msze za wolną Ojczyznę.
Od 30 listopada 1998
dziekan dekanatu bytomskiego;
dzień przed śmiercią zainaugurował działalność Akcji Katolickiej.
Adam Wiktor, jezuita z Bytomia, to postać pełna pasji i zaangażowania w życie duchowe oraz edukacyjne.
Jako członek Towarzystwa Jezusowego nie tylko inspirował swoich parafian, ale także aktywnie uczestniczył w działaniach na rzecz społeczności lokalnej.
Jego mądrość i empatia przyciągały ludzi, którzy szukali wsparcia i duchowego przewodnictwa.
Jesteśmy grupą mieszkańców Knajfeldu (Klein Feld, Małe Pole) razem z sąsiadami i przyjaciółmi tej dzielnicy.
Dla nas wartości takie jak dobro, piękno i prawda mają istotne znaczenie dla życia codziennego każdej pojedynczej osoby i całego społeczeństwa.
Piękno jest manifestacją doskonałości i harmonii | PLATON |
ZOBACZ TAKŻE

W trakcie trwania wystawy wyraźnie dało się zauważyć, że różnorodność prac pozwalała, że każdy odwiedzający znalazł coś, co go zainteresowało, przyciągnęło uwagę, wywołało reakcję emocjonalną. Jedni przypominali sobie, że w przeszłości robili podobne rzeczy i teraz nostalgicznie wracali do przeszłości.
Piękno jest manifestacją doskonałości i harmonii | PLATON
INSPIRACJE NA KNAJFELDZIE
Przyznajemy, że jesteśmy bezsilni wobec naszego uzależnienia i naszych problemów – i że nie możemy już dać sobie rady z naszym życiem …
Jeśli cierpisz z powodu jakiegoś konfliktu, chcesz zmienić swoje życie, czujesz potrzebę porozmawiania …
„Jest takie miejsce …” czyli Wernisaż na Knajfeldzie. Pomysł wernisażu zrodził się gdy stało się jasne, że nasza lokalna społeczność to, w sporej części, osoby aktywne artystycznie: piszą wiersze, malują, tworzą rękodzieło, haftują …
Już pierwsze rozmowy z potencjalnymi wystawcami pokazały, że jest ogromne zapotrzebowanie na tego rodzaju przedsięwzięcie, jakim jest WERNISAŻ NA KNAJFELDZIE ….







