WALENTYNKI 2025

Piękne jest to, co widziane podoba się.     PLATON

KOCHAJMY SIĘ

Walentynki
od
biskupa Walentego

Patron zakochanych i opiekun chorych na padaczkę, biskup Rzymu, święty Walenty, czczony jest jako święty w kościele katolickim, w kościołach prawosławnych i w anglikańskim. Przeżywszy 97 lat, pobity kijami, umarł jako męczennik za umiłowanie Boga i wierność Bogu. Zdarzyło się to 14 lutego 273 roku.  Do rozszerzenia jego kultu na Zachodzie przyczynili się najbardziej mnisi – benedyktyni.
Urodzony i wychowywany w bogatej rodzinie patrycjuszy miał możliwość zasmakować w różnych stylach młodzieńczego życia, a było ono bardzo bujne. Żył z dala od wiary i od Boga. Prawdopodobnie przeżył jakiś młodzieńczy przełom życiowy, skoro się nawrócił. Po nawróceniu został nawet wybrany biskupem katolickim w mieście Terni, w którym żył, oddalonym od Rzymu około osiemdziesięciu mil. Miał wówczas ukończone zaledwie 21 lat.
Odważni musieli być wszyscy, którzy dokonali takiego wyboru. Młodemu człowiekowi przyznają ważne i znaczące stanowisko. Kiedyś, przed laty i przed wiekami, nie trzeba było się zestarzeć, żeby mieć prawo podejmowania decyzji i brać za nie odpowiedzialność. Ludzie jeszcze młodzi – według dzisiejszych kategorii – a już  zarządzali ważnymi dziedzinami życia.
Dwudziesto jedno letni biskup – dla wielu współczesnych ludzi to niewyobrażalne. Podobnie zresztą jak niewyobrażalne są śluby całkiem młodych ludzi. A przecież kiedyś wiązali się ze sobą w związki małżeńskie w młodzieńczym wieku. W prawie kościelnym do dzisiaj obowiązuje przepis, że do ważności ślubu kościelnego wymagany jest wiek tylko 14 lat ukończonych.
Biskupem zostaje się na całe życie. Podobnie zresztą ślub kościelny zawiera się tylko jeden i na całe życie. W trzecim wieku, kiedy żył Walenty, rozwodów wśród ludzi wierzących wcale nie było, a stwierdzanie nieważności małżeństwa nikomu do głowy nie przychodziło. Ludzie podejmowali decyzję odnośnie siebie – jedną, raz i na całe życie.
Niewiele wiadomo o tym, jaki był Walenty. Musiał być świetnym mówcą, prawdopodobnie w dwóch językach – łacińskim i greckim, skoro został zaproszony do Rzymu przez tamtejszych mówców. Dzisiaj nazwalibyśmy go mówcą motywacyjnym. Zaczął tam głosić ewangelię i nawracać niewierzących. Takim sposobem zwrócił uwagę cesarza, któremu akurat całkowicie nie podobało się to, co czynił Walenty. Postanowił wymusić na nim wyparcie się umiłowania Boga. Skoro nie zakończyło się to sukcesem, więc przekazał go pewnej rodzinie patrycjuszy na dodatkowe uświadamianie o szkodliwości wiary. Ten ponad siedemdziesięcioletni już starzec był traktowany jako dziecko. Zaprzyjaźnił się więc z dziećmi tej rodziny, szczególnie z jedną córką, która była niewidoma.
Męczeństwo go nie ominęło, ale w dniu jego śmierci niewidoma odzyskała wzrok. Ludzie potem opowiadali, że Walenty przekazał jej w ostatnich chwilach swojego życia bilecik. Skierował do niej wiele czułych słówek, a zakończył podpisem: od twojego Walentyna. Staruszek miał wówczas 97 lat.
Jedna z legend opowiada, jak Walenty zobaczył narzeczonych sprzeczających się dosyć ostro. Wziął do ręki kwiat róży, włożył w ich ręce i poprosił, żeby podczas sprzeczki obydwoje trzymali się bez przerwy tej róży. Niedługo trwała ich sprzeczka – poszli dalej razem.
Jeszcze inna legenda opowiada, jak Walenty natchnął wzajemnym zainteresowaniem i miłością parę młodych ludzi. Pomodlił się i sprawił, że wokół nich nagle zaczęły fruwać pary gołębi i okazywać sobie wzajemnie czułości. W młodych obserwujących gołębie rozniecił się płomień miłości i zaczęli naśladować latające gołębie. Stąd też wzięło się nazywanie młodych zakochanych – gołąbkami

Modlitwa do św. Walentego

Święty Walenty, opiekunie tych, którzy się kochają i darzą przyjaźnią,
Ty który z narażeniem życia urzeczywistniłeś i głosiłeś ewangeliczne przesłanie pokoju,
Ty, który dzięki męczeństwu przyjętemu z miłości zwyciężyłeś wszystkie siły obojętności,
nienawiści i śmierci, wysłuchaj naszą modlitwę.

W obliczu rozdarć i podziałów na świecie daj nam zawsze kochać miłością pozbawioną egoizmu,
abyśmy byli pośród ludzi wiernymi świadkami miłości Boga.
Niech ożywiają w nas miłość, przyjaźń i zaufanie, które pozwolą nam przezwyciężyć życiowe przeszkody.
Prosimy Cię, wstawiaj się za nami do Boga, który jest źródłem wszelkiej miłości i wszelkiego piękna i
który żyje i króluje na wieki wieków.

Adam Wiktor, jezuita z Bytomia, to postać pełna pasji i zaangażowania w życie duchowe oraz edukacyjne.

Jako członek Towarzystwa Jezusowego nie tylko inspirował swoich parafian, ale także aktywnie uczestniczył w działaniach na rzecz społeczności lokalnej.

Jego mądrość i empatia przyciągały ludzi, którzy szukali wsparcia i duchowego przewodnictwa. 

WSPOMNIENIE

Ojciec Adam wiktor

ur. 3 VI 1947 r. w Kolbuszowej Górnej k. Kolbuszowej,

zm. 14 II 1999 r. w Bytomiu.

Sierpień 1989 – 1992
opiekun KIK i katecheta przy parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Bytomiu;

od V 1992 
przełożony wspólnoty zakonnej i proboszcz tej parafii, reaktywował Apostolstwo Modlitwy, powołał radę parafialną i odprawiał Msze za wolną Ojczyznę.

Od 30 listopada 1998 
dziekan dekanatu bytomskiego;
dzień przed śmiercią zainaugurował działalność Akcji Katolickiej.

Knajfeld to nie jest
taka zwykła dzielnica Bytomia

ul. Adama Didura

Zamierzam pokazać, że to miejsce jest naprawdę wyjątkowe i ma swój niepowtarzalny urok

Jesteśmy grupą mieszkańców Knajfeldu (Klein Feld, Małe Pole) razem z sąsiadami i przyjaciółmi tej dzielnicy.

Dla nas wartości takie jak dobro, piękno i prawda mają istotne znaczenie dla życia codziennego każdej pojedynczej osoby i całego  społeczeństwa.

obraz-1-nasza-misja
Dobro jest to, ku czemu wszystkie rzeczy dążą
PLATON

Piękno jest manifestacją doskonałości i harmonii | PLATON

INSPIRACJE NA KNAJFELDZIE

Przyznajemy, że jesteśmy bezsilni wobec naszego uzależnienia i naszych problemów – i że nie możemy już dać sobie rady z naszym życiem …

Jeśli cierpisz z powodu jakiegoś  konfliktu, chcesz zmienić swoje życie, czujesz potrzebę porozmawiania …

„Jest takie miejsce …” czyli Wernisaż na Knajfeldzie. Pomysł wernisażu zrodził się  gdy stało się jasne, że nasza lokalna społeczność to, w sporej części, osoby aktywne artystycznie: piszą wiersze, malują, tworzą rękodzieło, haftują …

Już pierwsze rozmowy z potencjalnymi wystawcami pokazały, że jest ogromne zapotrzebowanie na tego rodzaju przedsięwzięcie, jakim jest WERNISAŻ NA KNAJFELDZIE.

NA SKRÓTY

ZOBACZ TAKŻE ...

Całość wystawy została wkomponowana w kameralną, pełną swoistego klimatu salkę w podziemiach kościoła Jezuitów. Stonowane, ciepłe oświetlenie, nostalgiczne, podprogowe tło muzyczne pozwoliło zamknąć eksponaty i zwiedzających w jedną całość, w indywidualną alternatywną rzeczywistość.

W trakcie trwania wystawy wyraźnie dało się zauważyć, że różnorodność prac pozwalała, że każdy odwiedzający znalazł coś, co go zainteresowało, przyciągnęło uwagę, wywołało reakcję emocjonalną. Jedni przypominali sobie, że w przeszłości robili podobne rzeczy i teraz nostalgicznie wracali do przeszłości.

DZIEŃ DOBRY NA KNAJFELDZIE
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.